150 lat kamieniołomu
w Miękini

Zanim Kamieniołom zniknie zupełnie z miękińskiego krajobrazu postanowiliśmy zebrać drobne okruchy dawnych dziejów i stworzyć z nich wspomnienie o wspaniałej lokalnej przeszłości. Oddajemy w Państwa ręce krótki rys historyczny Kamieniołomu w Miękini.

Wprowadzenie

Szanowni Państwo,

     Oddajemy w Państwa ręce krótki rys historyczny Kamieniołomu w Miękini. Dlaczego? Ponieważ obserwujemy, jak jego przeszłość znika na naszych oczach. Część Kamieniołomu ulega dewastacji, część sprzedano, w części Gmina Krzeszowice rozpoczęła realizację inwestycji – buduje Strefę Aktywności Gospodarczej w Miękini. Z resztką  terenu nie wiadomo co stanie się w przyszłości.  Zanim Kamieniołom zniknie zupełnie z miękińskiego krajobrazu postanowiliśmy zebrać drobne okruchy dawnych czasów i stworzyć z nich wspomnienie o wspaniałej lokalnej przeszłości. Pragniemy serdecznie podziękować za udzielone nam informacje ustne oraz szalenie interesujące wyprawy terenowe: panu Mirosławowi Kłosowskiemu za fascynujące wyprawy w poszukiwaniu resztek dawnego Kamieniołomu, Panu Wiesławowi Lasoniowi – człowiekowi o szczególnym darze opowiadania i skarbnicy lokalnej wiedzy, Panu Pawłowi Kurdzielowi, Pani Marii Cyran, Panu Włodzimierzowi Piechocie. Dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli podzielić się z nami zarówno wspomnieniami jak i wzbogacili naszą kolekcję fotografii. Szczególnie cenne były dla nas opracowania przeszłości Miękini pana Fabiana Łagana, mieszkańca Miękini i długoletniego pracownika Kamieniołomu.
   
     Tytuł projektu – 150 lat kamieniołomu w Miękini, może wydawać się czytającym ten artykuł nieco nieprecyzyjny i mylący. Dlaczego jednak wybraliśmy właśnie ten? Jeżeli wziąć pod uwagę czas eksploatacji złóż porfiru w Miękini to okaże się, że kamieniołom – jako miejsce wydobycia – działał o wiele dłużej niż 150 lat. Zorganizowana i celowa działalność wydobywcza zaczyna się jednak dopiero pod koniec XIX wieku. Dla celów tego artykułu podzieliliśmy cały czas działania kamieniołomu w Miękini na kilka podokresów:

1. Od początku eksploatacji złoża porfiru na wschodnim brzegu rzeki Miękinki do 2 połowy wieku XIX. Ten czas dla kamieniołomu to dzika, niezorganizowana eksploatacja złoża, najczęściej na potrzeby lokalnej ludności. Porfir wydobywano prymitywnymi metodami i wykorzystywano go m.in. na budowanie tzw. podpór – podbudówek pod drewniane chałupy okolicznych chłopów, zabudowań gospodarczych lub dla utwardzenia terenu. Najstarszy teren eksploatacji nosi nazwę „centuria/cantoria/czantoria”. Mieszkańcy do dziś tłumaczą tą nazwę jako wywodzącą się od nazwy pewnej bujnie rosnącej tam kiedyś rośliny.

2. Lata 1864 – 1906: czas działalności dwóch zakładów wydobywczych: Józefa Noworytki oraz Józefa Baranowskiego

3. Lata  1906 – 1918 – okres funkcjonowania przedsiębiorstwa Steinwerke Herman Kulka in Toppau;

4. Lata 1918 – 1939 – wydobycie prowadzone przez spółkę trzech samorządów: Krakowa, Tarnowa i Lwowa – Kamieniołomy Miast Galicyjskich Spółka z ograniczoną poręką (a od 1922 r. – Kamieniołomy Miast Małopolskich) – zakład wydobywczy w Miękini przyjął wówczas nazwę  „Łomy porfirowe w Miękini”

5. Okres okupacji (1939-1945): Steinbrueche der Galizischen Staedte GMBH

6. Lata  1945-1975: nacjonalizacja przedsiębiorstwa:
•    Krakowskie Kamieniołomy Drogowe 1945-1953
•    Miękińskie Kamieniołomy Drogowe 1954-1970
•    Zakład Produkcyjny w Miękini w składzie Krzeszowickich Kamieniołomów Drogowych 1970-1975

     Nasz projekt obejmuje lata zorganizowanej działalności wydobywczej w miękińskim kamieniołomie pomiędzy rokiem 1864, kiedy porfiry miękińskie wykupił Józef Noworytko a rokiem 1975 – kiedy zakład wydobywczy w Miękini zaprzestał działalności. Daje nam to 111 lat ciągłej eksploatacji porfirów miękińskich. Dodajemy do tego okresu 45 lat – czas dewastacji mienia oraz zajmowania przez przyrodę terenu dawnego zakładu wydobywczego.
Dlatego właśnie projekt otrzymał taki tytuł: 150 lat kamieniołomu w Miękini.

     Miękinia była miejscem eksploatacji surowców skalnych już w XVIII wieku. Wiadomo, że kamieniołom najpierw służył wyłącznie potrzebom mieszkańców, a z biegiem czasu wydobycie  nabrało charakteru przemysłowego. W szóstej dekadzie XIX stulecia odkupił go od wspólnoty wiejskiej Józef Noworytko, potem dzierżawcą był Józef Baranowski – ale prawdziwy rozwój zapewnił zakładowi przedsiębiorca z Opawy Herman Kulka, który, pod firmą Steinwerke Hermann Kulka, wprowadził do Miękini mechanizację. Zakupił i zainstalował maszyny parowe, napędzające urządzenia do kruszenia skał, młyny, zbudował także tory kolejki wąskotorowej, przewożącej urobek spod ścian do miejsca przeróbki oraz wybudował kolejkę linową do Krzeszowic. Wtedy zaprowadzono osobliwe prawo lokalne: o ile kradzież produktów kamieniołomu była ścigana i karana, o tyle każdy miał prawo zabrać legalnie, bez ponoszenia konsekwencji, wszystko to, co spadło z wagoników na ziemię. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, czesko- niemiecki przedsiębiorca wycofał się z Miękini, a jego miejsce zajęła spółka trzech samorządów: Krakowa, Tarnowa i Lwowa. Nosząca nazwę Kamieniołomy Miast Galicyjskich a od 1922 r. – Kamieniołomy Miast Małopolskich.  Firma, choć przetrwała wojnę, za okupacji działając jako Steinbrueche der Galizischen Staedte GMBH), nie została później reaktywowana: jej kopalnie znacjonalizowano. W 1975 r. wobec uznania złoża za wyeksploatowane kopalnię zamknięto a teren przekazano Kombinatowi Cementowo-Wapienniczemu “Czatkowice”. Nowy właściciel szybko zarządził likwidację: urządzenia zdemontowano (nadające się do użytku przeniesiono, zużyte posłano na złom), produkcję wygaszono. Górnicy-skalnicy przenieśli się do kopalni w Czatkowicach, Zalasie czy Niedźwiedziej Górze. W latach osiemdziesiątych jeszcze na krótki czas w budynkach zakładu produkowano kolagulator żużlu – substancję wykorzystywaną w przemyśle odlewniczym.

     Wraz z likwidacją zakładu zaczęło zamierać w Miękini intensywne życie społeczno- kulturalne – Kamieniołom był nie tylko miejscem pracy, ale był także organizatorem czasu wolnego dla mieszkańców. Zabrakło także potężnego lokalnego sponsora i darczyńcy dla organizacji obywatelskich i miejscowej szkoły. W rozmowach ze starszymi mieszkańcami Miękini cały czas pobrzmiewa nuta  „za czasów Kamieniołomu to…”
                                                                  


                                                                                                         Magdalena Banduła-Janowicz
Wojciech Godyń

Kamieniołom do XIX wieku

Początek eksploatacji złoża porfiru na wschodnim brzegu rzeki Miękinki: do 2 połowy wieku XIX

     Ten czas dla kamieniołomu to dzika, niezorganizowana eksploatacja złoża, najczęściej na potrzeby lokalnej ludności. Porfir wydobywano prymitywnymi metodami i wykorzystywano go m.in. na budowanie tzw. podpór – podbudówek pod drewniane chałupy okolicznych chłopów, zabudowań gospodarczych lub dla utwardzenia terenu. Najstarszy teren eksploatacji nosi nazwę „centuria/cantoria/czantoria”. Mieszkańcy do dziś tłumaczą tą nazwę jako wywodzącą się od nazwy pewnej bujnie rosnącej tam kiedyś rośliny.

 

Pierwsze wiarygodne, spisane informacje o istnieniu kopalni w Miękini pochodzą z końca XVIII wieku i wiążą się z wizytą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w krzeszowickich dobrach księżnej Izabeli Lubomirskiej z Czartoryskich. Król w odwiedziny do Krzeszowic przybył na 4 dni – 30 czerwca 1787 r. Najpewniej była to wizyta przyjacielska – król od lat znał się blisko i cenił wysoko księżnę Izabelę Lubomirską oraz przystanek w czasie królewskiego objazdu kraju. Relacja ta nie zawiera obszernych wiadomości na temat kamieniołomu w Miękini, ale po raz pierwszy pojawia się wyraźna, pisemna notatka na temat wydobywania porfiru w Miękini. Pochodzący z tego samego roku zapis z ksiąg parafialnych w Nowej Górze informuje , że Miękinia liczyła 258 mieszkańców.

Najlepszym źródłem informacji o programie królewskiej  wyprawy do Krzeszowic i pobytu „u wód” jest relacja nadwornego kronikarza i historyka Adama Naruszewicza, pt. „Dyaryusz Podróży Nayiaśnieyszego Stanisława Augusta Króla Polskiego na Ukrainę i Bytności w Krakowie Aż Do Powrotu do Warszawy Dnia 22 lipca 1787”.  Warto przytoczyć cały fragment Dyaryusza dotyczący tych kilku dni podróży królewskiej:

Dnia 30 czerwca w sobotę

Jego Królewska Mość odebrawszy pożegnanie do Księcia Jegomości Prymasa, mającego uprzedzić powrót królewski do Warszawy wyjechał do Czerney wziąwszy ze sobą Jaśnie Pana Walewskiego Wojewodę Sieradzkiego. Czarna Góra tak nazwana od sławnych tam czarnych marmurów jest pomieszkaniem prawdziwie pustelniczym murami oprowadzonym XX. Karmelitów Bosych. Mają oni tam klasztor i Kościół fundacji Tęczyńskich po większej części marmurem ozdobiony, o milę zaś wioskę nazwaną Dębnik, gdzie wyłamuje się kamienie i gdzie jest założona fabryka do szlifowania onychże. Król Jegomość wjechawszy w rzeczoną pustynię znalazł niedostępne prawie mianowicie w czasie powodzi ułatwione sobie staraniem J.P. Bzowskiego Skarbnika Krakowskiego, który Najjaśniejszego Pana  z swojej Kommissarskiey z Krakowa do Krzeszowic i dalej do Szczekocina miał prowadzić.

Oglądał Najjaśniejszy Pan w Dębniku łamy kamienne i szlifiernie, zkąd zjechawszy do Czerney, przyjęty był przez zakonników tamecznych. Odwiedził Kościół, Klasztor i miejsca jego przyległe ztamdąd zaś do Krzeszowic na obiad powrócił. Czas poobiedni dla zaszłej nawałnicy i wielkich gromów po kilkudniowych upałach nie dozwolił Najjaśniejszemu Panu dalszego spaceru. Odwiedził tylko Jaśnie Panią Walewską Wojewodzinę Sieradzką i Jaśnie Pana Strzębosza Kasztelana Sierpskiego, którzy tu dla poratowania zdrowia do wód krzeszowickich przybyli. 

Dnia 1 Lipca w Niedzielę

Jego Królewska Mość wysłuchawszy Mszy świętej w Kościele Parafialnym w Krzeszowicach wyjechał około godziny ósmej do Alwernii Dóbr Jaśnie Pana Szembeka, Szambelana, mając tam oglądać piękne miejsca położenie i jeść obiad. Poprzedziła tę butność Pańską chęć widzenia zamku nazwanego Tęczyńskim. Siedlisko to niegdyś zgasłej już familii, służy dziś tylko do ogromnych rozwalinach swoich za dowód niedostatku rzeczy ludzkich. Bawiło Najjaśniejszego Pana wysokie miejsca położenie, a z niego rozliczne gór, padołów i licznych wiosek widoki. Przed Alwernią spotkał Najjaśniejszy Pan Pana Gospodarza domu z Jaśnie Panem Hrabią Wielopolskim szwagrem swoim. Wysiadł  Najjaśniejszy Pan przy gościńcu i tam przywitawszy Gospodynią, prowadzony był do pięknego gaju z drzew starożytnych i okazałych, gdzie zastał kilka rozbitych namiotów do obiadu przygotowanych. Piękność miejsca, a bardziej bliskość gór pełnych marmuru czerwonego i innych gatunków szacownych kamieni  była powodem Najjaśniejszego Pana do obchodzenia i oglądania miejscowych ciekawości. Odwiedził Najjaśniejszy Pan potem Kościół XX Bernardynów, gdzie powtórnie Mszy św. Wysłuchawszy wrócił się pod namioty i usiadł do stołu otoczony wielkim gminu obey płci mnóstwem. Jaśnie Pan Szembek, spełniwszy zdrowie Jego Królewskiej Mości i otrzymawszy honor wzajemności, rozkazał przyjść wieśniaczej muzyce, która przygrywając wesołemu gminowi, a przy rozdawaniu trunków ochotniczey tańcami i śpiewaniem bawiącemu się, zabawiała tym uprzeymey prostoty widokiem Najjaśniejszego Pana nie tylko u obiadu, lecz i potem do 6 godziny wieczornej. Powrócił Najjaśniejszy Pan do Krzeszowic przez Tenczynek, wstąpiwszy w nim pierwej do Kościoła Parafialnego, jako miejsca spoczynku ciała niegdyś Jana Wojewody Krakowskiego, przedostatniego z familii Tęczyńskich dóbr tych dziedzica.  Za powrotem swoim do Krzeszowic został Najjaśniejszy Pan wiele Obywatelów i Dam Miasta Krakowa, którym miejsce pobliskie stolicy było zawsze miejscem rozrywki, a teraz zamiarem oświadczenia żalu z odjazdu Pańskiego i uprzejmego pożegnania. 

Dnia 2 Lipca w Poniedziałek

Bytność Jego Królewskiej Mości w Krzeszowicach znalazła na każdy dzień pożyteczne zabawy. Jeździł Najjaśniejszy Pan z rana konno dla widzenia świeżo wynalezionych węgli ziemnych o ćwieć mili od miejsca, a ukontentowany z tak potrzebnego, bo niedostatek drzew zastępującego wynalazki, udał się do Miekiny góry płodnej w czerwony Marmur czyli Porfir. Powróciwszy jadł obiad prywatnie, zatrudniony będąc nadeszłą z Warszawy expedycyą i odpisem na nią. Reszta dnia zeszła na krótkim spacerze i przygotowaniu w dalszą drogę.

Dnia 3 Lipca we Wtorek

Oświadczywszy Jej Królewska Mość wdzięczność Jaśnie Panu Rudominie Stolnikowi Bracławskiego zarządzającemu dobrami Koronnemi Księżnej Jejmości Lubomirskiej Marszałkowej Wielkiej Koronnej za wygodne i miłe w Krzeszowicach pomieszkiwanie oraz pożegnawszy Jaśnie Państwo Wojewodziństwo Sieradzkie i Strzębosza Kasztelana Sierpskiego wyjechał z ran około godziny ósmej do Olkusza. W podróży tej bawiło Najjaśniejszego Pana oglądanie dwóch miejsc w tychże dobrach Tęczyńskich Porfiry w sobie zawierających, także góra niedaleko Ligoty pełna wybornego galmanu. Po obejrzeniu porfirów w Padole Centuria Jego Królewska Mość ruszył na drugą stronę na wieś Czerną ku wschodowi wielkiemu, gdzie w skałach przykrych i jamach niedostępnych znajduje się kamień marmuru czerwonego, rożnemi kolorami przedziwnie przeplatany (…); rozkazał Król Im ć wziąć kilka gatunków tego marmuru. Przed Olkuszem w Żuradzie Jaśnie Pani Rusocka Podstolina Kijowska witała na gruncie dóbr swoich Najjasniejszego Pana, kazawszy zebrać się gromadzie pod bramą tryumfalną cyframi królewskimi przyozdobioną oraz przygotowaną w pobliżu grotą, w której śniadanie, kawa i rymfreszki były zastawione. Jago Królewska Mość podziękowawszy tej Damie za ochocze i uprzejme przyjęcie dalszą drogę do Olkusza kontynuował.1

Trasa podróży  króla Stanisława Augusta Poniatowskiego  na tle współczesnej sieci komunikacyjnej

1 Krzeszowice – Dębnik – Czerna – Krzeszowice
2 Krzeszowice  –  Rudno  –  Alwernia – Tenczynek –Krzeszowice
3 Krzeszowice – Filipowice – Miękinia – Krzeszowice
4 Krzeszowice – Czerna – Nowa Góra – Lgota – Olkusz

Posługując się bardziej zrozumiałym dla współczesnego odbiory językiem trasę podróży królewskiej można byłoby opisać tak:

30 czerwca, sobota

Król pożegnawszy Prymasa wyjechał do Czernej zabrawszy ze sobą wojewodę sieradzkiego  pana Walewskiego. Czerna, inaczej zwana Czarną wzięła swą nazwę od czarnych marmurów tam występujących. Miejsce to przypomina pustelnię otoczoną murami wybudowanymi przez Karmelitów Bosych. Mają oni tam klasztor i Kościół fundacji Tęczyńskich w większości otoczony murem. W odległości mili od klasztoru znajduje się wioska zwana Dębnik, gdzie  wyłamuje się kamienie i gdzie jest założona fabryka do ich szlifowania. Król oglądał w Dębniku łamy kamienne i szlifiernie. Następnie wrócił do Czernej i został przyjęty był przez tamtejszych zakonników. Odwiedził kościół i klasztor po czym powrócił na obiad do Krzeszowic. Niestety, po obiedzie król nie mógł udać się na spacer z powodu wielkiej burzy, która rozpętała się po kilkudniowych upałach. Odwiedził tylko Panią Walewską wojewodzinę sieradzką i  Pana Strzębosza kasztelana sierpskiego, którzy tu dla poratowania zdrowia do wód krzeszowickich przybyli. 

1 Lipca, niedziela

Król  wysłuchawszy Mszy świętej w kościele parafialnym w Krzeszowicach wyjechał około godziny ósmej do Alwernii, należącej do dóbr Pana Szembeka, Szambelana. Monarcha miał  tam oglądać piękne miejsca położenie i zjeść obiad. Król zapragnął jednak przedtem zobaczyć zamek zwany Tęczyńskim. Siedlisko to nie istniejącego już rodu, służy dziś tylko wspomnienie wielkości rodu. Króla zafascynowało wysokie położenie zamku, oraz rozciągające się niego widoki na rozliczne góry, doliny i wioski. Przed Alwernią spotkał król właściciela Alwernii z jego szwagrem,  hrabią Wielopolskim. Władca wysiadł  na drodze i tam przywitawszy gospodynię, zaprowadzony został do pięknego gaju, w którym rosły stare i rozłożyste  drzewa.  Zastał tam kilka rozbitych namiotów do obiadu przygotowanych. Piękność miejsca, a bardziej bliskość gór pełnych marmuru czerwonego i innych gatunków szacownych kamieni  była powodem dla którego król obszedł i obejrzał  ten teren. Potem odwiedził król kościół Bernardynów, gdzie powtórnie Mszy św. Wysłuchał. Potem  wrócił się pod namioty i usiadł do stołu otoczony wielkim tłumem ludzi. Pan Szembek, spełniwszy zdrowie monarchy i otrzymawszy honor wzajemności, rozkazał grającej chłopce, która przygrywając wesołemu pijącemu różne trunki i tańczącemu tłumowi,  zabawiała tym widokiem króla nie tylko przy obiedzie, lecz i potem do 6 godziny wieczornej. Król powrócił do Krzeszowic przez Tenczynek, wstąpiwszy tam do kościoła parafialnego, gdzie znajdowało  się miejsce pochówku wojewody krakowskiego, przedostatniego z rodu Tęczyńskich.  Po powrocie  do Krzeszowic zastał tam wielu obywateli i dam Miasta Krakowa, którzy tam przybywali dla rozrywka, a tym razem z powodu okazania żalu z odjazdu królewskiego i uprzejmego go pożegnania. 

2 Lipca, poniedziałek

Przebywający  w Krzeszowicach król  każdy dzień spędzał pożytecznie. Rano monarcha jeździł konno by zobaczyć  świeżo wynalezione węgle  ziemne o ćwieć mili od Krzeszowic.  Zadowolony z tego odkrycia (tak potrzebnego, bo brak drzew zastępującego), udał się do Miękini góry bogatej w czerwony Marmur czyli Porfir. Powróciwszy do Krzeszowic, zjadł obiad prywatnie, zajmując się  listem otrzymanym z Warszawy  i odpisem na niego. Reszta dnia zeszła na krótkim spacerze i przygotowaniu w dalszą drogę.

3 lipca, wtorek

Król podziękowawszy  stolnikowi bracławskiemu  zarządzającemu dobrami koronnymi księżnej  Lubomirskiej za wygodny i miłe pobyt w Krzeszowicach oraz pożegnawszy wojewodziństwo sieradzkie i Strzębosza, kasztelana sierpskiego wyjechał z rana około godziny ósmej do Olkusza. W podróży tej zajmowało króla oglądanie dwóch miejsc dobrach Tęczyńskich Porfiry w sobie zawierających, także góra niedaleko Ligoty pełna znakomitego galmanu. Po obejrzeniu porfirów w Padole Centuria król  ruszył na drugą stronę ku Czernej, kierując się  na wschód, gdzie w skałach i jamach niedostępnych znajduje się kamień marmuru czerwonego, rożnymi kolorami przedziwnie przeplatany (…); rozkazał Król wziąć kilka gatunków tego marmuru. Przed Olkuszem, w Żuradzie Pani Rusocka, podstolina kijowska powitała w swoich dobrach króla. Rozkazała zebrać się chłopom pod bramą tryumfalną cyframi królewskimi przyozdobioną oraz przygotowaną w pobliżu grotą, w której śniadanie, kawa i przekąski były przygotowane. Król podziękowawszy tej damie za uprzejme przyjęcie ruszył w dalszą drogę do Olkusza.

  1. https://polona.pl/item/dyaryusz-podrozy-nayiasnieyszego-stanislawa-augusta-krola-polskiego-na-ukraine-i-bytnosci,Mzc3ODYzNw/130/#info:metadata

Lata 1864-1906

     W drugiej połowie XIX wieku na podstawie rozporządzeń namiestnika Agenora hr. Gołuchowskiego z 1865 r. (dla lwowskiego i krakowskiego okręgu administracyjnego) rozwiązano kwestię zarządzania terenami wiejskimi. Utożsamiono gminę z gromadą. Wyłączono z takich gmin obszary dworskie, nie zabraniając im łączenia się. Powstała w ten sposób jednowioskowa gmina polityczna z wybieranym wójtem. Taką właśnie jednostką administracyjną stała się wieś Miękinia.

     Do wieku XIX niezagospodarowane tereny kamieniołomu należały do gminy – wsi Miękinia, stając się mieniem wiejskim. Z tego okresu pochodzą pierwsze naukowe badania złóż miękińskich: w roku 1815 badał je Stanisław Staszic w roku 1870 Carl Ferdinand Roemer (badania goeomorfologiczne2) w roku 1894 Stanisław Zaręczny3 w roku 1905 Zygmunt Rozen4 . Pod koniec wieku XIX badania zwiadowcze złóż prowadziła prywatna firma czesko-niemiecka: Herman Kulka i S-ka w Opawie (od 1880 r.)

Pierwszym, który zainteresował się Miękinią i jej okolicami był Stanisław Staszic i dlatego poświęcić mu należy kilka słów uwagi. Kraków i jego okolice były często celem podróży Stanisława Staszica5. W czerwcu 1798 roku Staszic odwiedził poza Krakowem także ziemię krzeszowicką (Tenczynek, Zalas, Czerną, Dębnik), a także rejon Olkusza i Ojcowa. Szczególnie interesowały go kopalnie rud ołowiu i srebra pod Olkuszem, w okolicy Nowej Góry i Ostrężnicy, gdzie zauważył że, duże zawodnienie złoża bardzo utrudnia podejmowanie eksploatacji kruszców na większą skalę (złoża znajdowały się poniżej poziomu wód gruntowych). Oglądając marmury dębnickie Staszic interesował się pozyskiwanymi w łomie karmelickim czarnymi odmianami tej skały o wyjątkowych walorach dekoracyjnych, zwrócił też uwagę na prawidłową gospodarkę złożem tego kamienia.

 

Węglem kamiennym w Tenczynku interesował się w roku 1789 i 1805 (wraz z badaniem kopalń okolic Jaworzna, Dąbrowy [Górniczej] i ponownie Krzeszowic). Odnotował także wystąpienia wód mineralnych („źrodeł siarczystych”) w pobliżu Krakowa. Pierwsze wyniki swoich podróży badawczych ogłosił w rozprawie „O Ziemiorodztwie Gor Dawney Sarmacyi, a później Polski” . W okresie późniejszym pracował intensywnie nad mapą geologiczną (Carta Geologica totus Poloniae…), która była tłoczona wraz z „Ziemiorodztwem …” w roku 18156.

     Przełomowym momentem dla Miękini były jednak nie prowadzone tu badania naukowe, ale prywatne inwestycje w te tereny oraz rozwój infrastruktury niedalekich Krzeszowic. W roku 1847 otworzono linię kolejową biegnącą przez Krzeszowice, co dawało możliwość transportu-także lokalnych – wyrobów przemysłowych. W 1869 r. w protokole Rady Gminnej Krzeszowic zapisano, że porfir z Miękini dzięki kolei może być wysyłany „na wszystkie strony świata i trotuary do Warszawy”. Wówczas też rozpoczyna się szybki rozwój kamieniołomu w Miękini. Wyrobisko powstaje po zachodniej stronie potoku Miękinka. Wydobywanie porfiru na większą skalę podjęto w roku 1852. Z tego czasu pochodzą pierwsze wzmianki o zastosowaniu miękińskiej kostki porfirowej do budowy dróg w Krakowie („od narożnika ulicy Kanonnej do muru parapetowego i dalej aż ku bramie Pałacu Zamkowego”)7.
     19 lutego 1864 r. gmina zawarła umowę z Józefem Noworytko o „odstąpienie wyłomu kamieni porfirowych”. Gmina za sprzedaż otrzymała 90 złotych reńskich8. Czy było to dużo? Niekoniecznie – w tym okresie para nowych butów kosztowała średnio 3 złote reńskie – więc kamieniołom gmina odstąpiła w zasadzie Józefowi Noworytce za wartość 30 par nowych butów (dodajmy, że buty były jednym z najdroższych wyrobów). Przeliczając na roczne zarobki parobka (robotnika niewykwalifikowanego) – 15 złotych reńskich – kamieniołom został sprzedany za 6 rocznych pensji robotnika.
  Kamieniołom po zmianie właściciela nazywany był „Łomem Noworytki” i produkował wyroby brukowe przeznaczone do wysyłki na budowę przede wszystkim dróg. Z Miękini kamień był transportowany zaprzęgiem konnym do stacji kolejowej w Krzeszowicach, co znacznie ograniczało ilość produkcji. Pod koniec XIX wieku złożami miękińskiego porfiru zainteresował się kolejny lokalny galicyjski przedsiębiorca – Józef Baranowski – właściciel dóbr folwarcznych w Trzebini (m.in. znanego dzisiaj dworu jako „dwór Zieleniewskich”), które nabył w 2 połowie XIX wieku.
Rozpoczynając eksploatację złóż razem z Józefem Noworytko kamieniołom zyskał nową nazwę – „Kamieniołomy porfirowe w Miękini”. Jest to czas, kiedy przedsiębiorcy galicyjscy przeżywali rozkwit swej działalności mogąc korzystać ze wsparcia banków austriackich, a małe rodzinne firmy przerodziły się w dobrze prosperujące spółki. Rozkwit przeżywał także kamieniołom w Miękini – oprócz przyrostu ilości pracowników pojawiały się także nowe metody pozyskiwania urobku – w kamieniołomie zaczęto stosować do rozsadzania skał dynamit. Na odległym od wsi pastwisku – Górze Miękińskiej, powstał w 1903 r. magazyn dynamitowy. Rozrastał się też obszar wyrobiska. Kamieniołom rozciągnął się wówczas na zachodnią stronę i szybko rozwijało się kolejne wyrobisko, na którym operował Józef Baranowski, przejmując także wschodnią część kamieniołomu. Niestety nie posiadamy żadnych fotografii kamieniołomu z tego okresu, ale zachowana z nieco późniejszego czasu pocztówka pozwala wyobrazić sobie, jak kamieniołom mógł wyglądać na przełomie XIX i XX wieku:

     Wiedząc, jakie inwestycje poczynił w kamieniołomie kolejny właściciel – firma H. Kulka i Sp. możemy z tej pocztówki usunąć pewne elementy, by móc domyślić się wyglądu wyrobiska z końca XIX wieku: widoczną na dole maszynownię (z maszyną parową), ciągnice linowe- konstrukcje transportujące urobek i fasztule – pionowe wyciągi łączące poszczególne poziomy i służące do zwożenia urobku.
 

     Na terenie kamieniołomu, na południowej stronie wyrobiska, Józef Baranowski wybudował także letni domek wraz z zabudowaniami gospodarczymi – dziś już nieistniejący. Kancelaria firmy, dziś powiedzielibyśmy główna siedziba, mieściła się w wybudowanym w 1885 r. budynku zwanym „willą”. W czasach kolejnego właściciela w willi mieszkali zarządcy kamieniołomu. Obecnie mieści się tam Placówka Opiekuńczo-Wychowawcza „Spokojna Przystań”.

   Na początku XX wieku przedsiębiorstwo Baranowskiego nie wytrzymało konkurencji ówczesnego potentata kamieniarskiego Steinwerke Herman Kulka in Toppau. Łom Baranowskiego usytuowany na Cantorii istniał do roku 1906 – w tym roku kamieniołom w Miękini nabył od Józefa Baranowskiego silniejszy finansowo przedsiębiorca – firma Steiwerke Hernam Kulka in Toppau – obie części kamieniołomu: zachodnia i wschodnia zostają połączone i rozpoczyna się nowy, gwałtowny rozwój przedsiębiorstwa.
   W XIX wieku nadal istniały także – dziś powiedzielibyśmy „dzikie” łomy kopalniane oraz szyby kopalniane wykorzystywane przez miejscową ludność na własne cele. Ich pozostałości widoczne były jeszcze w połowie XX wieku. Ich drobnego opisu dokonał lokalny pasjonat historii Fabian Łagan9. Były to: łomy na „Predyktówce, szybik na polu „Witasowym”, na „polu Łabuzkowym” pod „Wieśgórami”, w „Dołach i na Skałkach”, łomy na „Skałkach Widynowych i Skałkach Łaganowych” – wydobywano z nich kamień na podmurówki domów, stodół i ław fundamentowych oraz szyb „Artur” na Wzgórzu – tu Potoccy wydobywali rudę galmanową.
   W czasie eksploatowania złóż porfiru przez firmę Józefa Baranowskiego rozpoczyna się powolny odpływ miejscowej ludności od tradycyjnego źródła zarobku – rolnictwa. Chłopi rozpoczynają zarobkową pracę w kamieniołomie. W XX wieku to zjawisko gwałtownie przybierze na sile – nowy inwestor modernizując kamieniołom i intensyfikując wydobycie i produkcję oparł się przede wszystkim na miejscowej ludności. Śladem nowego zawodu jest ufundowany przez kamieniarzy miękińskich w roku 1883 sztandar ofiarowany do kościoła w Nowej Górze.

2. http://bazadata.pgi.gov.pl/data/smgp/arkusze_txt/smgp0972.pdf
3. Zaręczny St. (1894), Atlas geologiczny Galicji, z. 3, Kraków.
4. Rozen Z. (1909), Dawne lawy Wielkiego Księstwa Krakowskiego. Rozpr. Wydz. Mat.-Przyr. AU, ser. III, 9, Kraków
5. http://history-of-mining.pwr.wroc.pl/old/attachments/article/24/07G%C3%B3reckiSermet-O_geologii_i_g%C3%B3rnictwie_okol_Krakowa.pdf
6. STASZIC S., O Ziemiorodztwie Karpatow, i innych gor i rownin Polski. Warszawa 1815, reprint Wyd. Geol. Klasycy Geologii Polskiej. Warszawa. 1955.
7. Rajchel, J. 2004. Kamienny Kraków. Kraków: Wyd. Nauk.-Dyd. AGH
8. Fabian Łagan, Z kart historii
9. Fabian Łagan, Łomy kopalniane w Miękini [w:] Informator regionalny 5(23)1999

Steinwerke Herman Kulka in Toppau (1906-1918)

Kamieniołomy H. Kulka i Spółka Towarzystwo z ograniczoną poręką w Opawie

     W drugiej połowie XIX wieku i na początku wieku XX zapotrzebowanie w monarchii austro-węgierskiej na dobrej jakości kamień budowlany stale rosło, co sprzyjało zwiększaniu produkcji w kamieniołomach. Wyroby z Galicji,  oprócz zaspokajania potrzeb miejscowych, trafiały do dużych miast, zwłaszcza do Krakowa. W ostatniej dekadzie XIX wieku wykorzystano je nawet na terenie Wiednia, przy regulacji potoku Wienfluss. Sukces komercyjny sprawił, że małymi  kamieniołomami galicyjskimi zainteresował się duży, nie polski, kapitał przemysłowy. W północnych obszarach  monarchii habsburskiej  dominowała firma Steinwerke Herman Kulka z Troppau na Śląsku austriackim, która specjalizowała się w produkcji kamienia budowlanego i drogowego  i to właśnie ona zainteresowała się kamieniołomem w Miękini. Na rewersie zdjęcia z początku XX wieku, będącą czymś na kształt dzisiejszej ulotki reklamowej,  odnajdujemy ofertę handlową firmy: „Kamieniarstwo, materiały brukowe, żwir, kamienie, bruk porfirowy z Miękini i Czernej koło Krzeszowic, kamieniołomy grafitu w Friedburgu i Czarnej Wodzie, kamieniołomy dolomitu w Chrzanowie, Libiążu i Jeleniu, kamieniołomy piaskowca”. 

Spółka  pojawiła się  w Galicji na początku  XX wieku, przejmując i modernizując miejscowe zakłady. Najbardziej znanym jej nabytkiem był kamieniołom porfiru w Miękini. Firma ta  działała w zaborze austriackim nieprzerwanie do roku 1918 r. W listopadzie 1918 należące do niej kamieniołomy w Miękini, w Chrzanowie i w Libiążu wykupiła świeżo założona spółka samorządowa: Kamieniołomy Miast Galicyjskich z siedzibą w Krakowie.

     W 1906 r. nowym właścicielem kamieniołomu w Miękini została więc czesko-niemiecka spółka Stainwerke Herman Kulka in Toppau (H. Kulka i Spółka, Kamieniołomy H. Kulka i Spółka Towarzystwo z ograniczoną poręką w Opawie). Wspólnikiem była niemiecka firma Harstein und Schotterwerke.  Głównymi  rynkami  zbytu dla firmy były tereny Galicji, Śląska oraz Wiednia. Firma Hermana Kulki wykupując obie części kamieniołomu utworzyła wysoko zmechanizowaną firmę składającą się z części wydobywczej oraz  zakładu przeróbczego inwestując w zakład w Miękini niebagatelną kwotę – około 4 000 000 przedwojennych koron austriackich (dla porównania: roczna pensja policjanta w monarchii austro-węgierskiej wynosiła 670 koron). 

 

W części zachodniej starano się mechanizować pracę – wybudowano windy, równię pochyłą, bojler, rozciągnięto tory pod wagoniki do wywozu urobku. Część przeróbcza zakładu usytuowana była we wschodniej części kamieniołomu. Znajdowały się tam maszyny parowe, motory, młyny, kruszarki, przewiewniki umieszczone w obiektach zamkniętych, kolejki wąskotorowe. Wybudowana została hala maszyn, magazyn i kotłownia parowa oraz centrala elektryczna.  Dziś są to zagubione w lesie pojedyncze, zrujnowane budynki i resztki budowli. Na podstawie bardzo nielicznych zachowanych do dziś fotografii i pocztówek możemy jedynie rekonstruować zachodnią część kamieniołomu – najstarszy zakład we wschodniej części nadal kryje swoje tajemnice. Na zachowanej z początku XX wieku pocztówce widać wyrobisko kamieniołomu. Nie ma jeszcze nawet zaczątku stawu.  Dno jest wyrobiska dość ciasno zabudowane drewnianymi szopami. Urobek transportowany jest konnymi wozami na szynach. Na pierwszym planie widać dwóch odróżniających się od reszty mężczyzn – może to właściciel albo kierownik z małżonką? Po prawej stronie możemy dostrzec dzieci – zachowały się ustne przekazy, że w kamieniołomie w Miękini nagminnie zatrudniano młodocianych pracowników. W centrum wyrobiska stoją także kobiety – długie spódnice, chusteczki na głowie, białe fartuchy. Część z nich coś kopie– czyżby w kamieniołomie pracowały także miejscowe chłopki?

Na dwóch fotografiach pochodzących z około 1919 r. widać dużą zmianę – wyrobisko jest zdecydowanie większe, zainstalowane są drewniane konstrukcje do opuszczania urobku. Na dnie nadal widoczne są, bardzo gęsto postawione, drewniane szopy i tory kolejki konnej biegnące w kierunku zakładu przeróbczego po wschodniej stronie.

    W 1908 roku firma rozpoczęła budowę kolejki linowej o długości 3,6 km do Krzeszowic. Przy linii kolejowej w  Krzeszowicach zaczęto jednocześnie wznosić nowoczesną ładownię kamienia do wagonów kolejowych. Ładownia powstała przy specjalnie do tego celu wybudowanej bocznicy kolejowej. W ładowni umieszczono motor benzynowy. Takie rozwiązania techniczne zaczerpnięto zapewne z kopalni niemieckich firmy  Harstein und Schotterwerke  – przedsiębiorstwo  to posiadając kopalnie bazaltu w Cesarstwie Niemieckim stosowało od lat 80 XIX wieku takie właśnie rozwiązania technologiczne (kolejka wąskotorowa, kolejka linowa). Cel był jeden – obniżenie kosztów i zwiększenie produkcji. Kolejka linowa była w tamtym czasie  w Cesarstwie Austro-Węgierskim super nowoczesnym urządzeniem – choć jej obsługa w dzisiejszych czasach zjeżyłaby BHP-owcom włos na głowie. W tym czasie w kamieniołomie wybudowano także ciągnice do przetaczania wagonów, kolejkę wąskotorową, budynki warsztatowe, magazyny, wieże spustowe, budynki gospodarcze i mieszkalne. Dziś nie odnajdziemy już widocznych śladów tamtej kolejki – co najwyżej podstawy pod stojaki. Pozostały na szczęście fotografie oraz mapy z zaznaczonym biegiem kolejki linowej.

      Na mapie z roku 1939 – zaznaczony jest teren kamieniołomu – wyrobisko z zaokrąglonym kształcie oraz  wschodnia części (zakład przeróbczy) – z którego w  kierunku Krzeszowic, do linii kolejowej,  biegnie kolejka linowa transportująca gotowe do sprzedaży kruszywo.

     Na planie sytuacyjnym zakładu z 1912 r. kamieniołom ma wyraźny półkolisty kształt z czterema wieżami spustowymi do opuszczania kamienia na niższy poziom. Taki kształt zakładu zachował się do końca istnienia kamieniołomu. Odpadki pochodzące z produkcji materiałów brukowych były składowane po zachodniej stronie potoku, za tzw. kantyną. Dziś jest to strome zbocze, po którym na wpół zrujnowanymi kamiennymi schodami możemy zejść nad potok.

Do dziś zachowały się po wschodniej stronie kamieniołomu pozostałości po inwestycjach budowlanych  firmy Steinwerke Herman Kulka in Toppau. Są to:

  • Piwnica z 1909 r., z widniejącym nad wejściem do dziś napisem „H.K. i Sp. 1909” – dawniej była to lodownia. Składowano w niej  wycinany w stawach kamieniołomu lód, który wykorzystywano  m.in. jako materiał chłodniczy do sklepu.
  • Resztki warsztatów mechanicznych i łamaczy kamienia – są to zniszczone budynki z roku 1908, dziś ukryte wśród drzew i samosiejek. Można je odnaleźć w pobliżu zachowanego do dziś mostu, pochodzącego z okresu międzywojennego.  Budynki te są w fatalnym stanie, częściowo zniszczone, częściowo zasypane odpadami. Większość z nich porosła dzika roślinność.
  • Najstarszy budynek firmy H. Kulka i Sp. – do dziś zachował się na froncie budynku tynk z delikatnymi ornamentami nieco zbliżonymi wyglądem do otynkowania „kamienicy”. W ustnych przekazach zachowała się informacja, że na ścianie frontowej znajdował się nie zachowany do dziś zegar słoneczny. W tym budynku najprawdopodobniej znajdowała się maszyna parowa – tuż obok znajduje się duży betonowy zbiornik wodny i  resztki urządzeń służących do zrzutu nadmiaru wody do pobliskiej Miękinki.

     Duże inwestycje w nowoczesny jak na owe czasy sprzęt sprawiły, że kamieniołom należał do najlepiej wyposażonych technicznie w byłej monarchii austro-węgierskiej. Duże zapotrzebowanie na wyroby kamieniołomu sprawiło, że firma powiększała obszar kamieniołomu wykupując coraz więcej ziemi od miękińskich chłopów. Modernizacja kamieniołomu i zwiększenie produkcji na początku XX wieku spowodowała większe zapotrzebowanie na lokalną siłę roboczą. Możliwość podjęcia pracy w kamieniołomie spowodowała, że pracujący do tej pory na roli mieszkańcy Miękini zmieniali miejsce pracy i z chłopów stawali się robotnikami. W tym okresie zatrudnienie w kamieniołomie wynosiło około 500 osób – w większości mieszkańców Miękini i okolicznych miejscowości.   Chcąc posiadać wykwalifikowanych robotników firma Kulka i S-ka sprowadziła do kamieniołomu w Miękini mistrzów kamieniarskich z Węgier i Włoch (miejscowa ludność długo określała ich jako „Madziary” i „Italiany”). Większość okolicznej ludności w tym czasie łączyła pracę w kamieniołomie z pracą we własnym gospodarstwie, ale pojawiali się też tacy, którzy formalnie zmienili zawód, zdali egzaminy mistrzowskie  stając się wykwalifikowanymi kamieniarzami i górnikami. Wraz ze zmianą sposobu zarobkowania miejscowej ludności i rozwojem kamieniołomu zmienił się na początku wieku także obraz samej wioski: na terenie zakładu pojawiały się punkty rzemieślniczo-usługowe (usługi kowalskie), handlowe i karczmy (np. karczma u Żyda Heszli). Narodził się też zwyczaj „Barbarki”, hucznie obchodzony także w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Zdecydowanie w tym czasie zmienił się także światopogląd lub zaryzykujmy stwierdzenie – horyzonty umysłowe miejscowej ludności. Pod wpływem napływu obcych pracowników i przenikania do lokalnej społeczności innych poglądów społecznych, politycznych i obyczajów, w momencie wybuchu I wojny światowej wielu mieszkańców Miękini opowiedziało się za czynną walką o niepodległość – dokładną listę uczestników walk o niepodległość opracował lokalny entuzjasta historii, Pan Fabian Łagan. Dla porównania dla wcześniejszego o 50 lat powstania styczniowego na Miękini czynnego poparcia nie było, lub było bardzo znikome. W czasie I wojny światowej odpływ pracowników z kamieniołomu musiał być znaczny, bo firma musiała podjąć starania o pozyskanie do pracy w miękińskim kamieniołomie jeńców wojennych. Ślady tych kłopotów widać w dokumentach archiwalnych z 1915 r.

     Oczywiście rozwój kamieniołomu jako Steinwerke Herman Kulka in Toppau miał także swoje negatywne strony dla Miękini. Zachowały się do naszych czasów dokumenty, z których wynika, że część mieszkańców Miękini ostro protestowała przeciwko niektórym inwestycjom firmy. Ostre sprzeciwy pojawiły się przeciwko budowie stojaków i rozpięciu na nich liny pod kolejkę liniową w roku 1908. Mieszkańcom firma zaproponowała odszkodowanie, co początkowo nie poskutkowało i wzdłuż budowy trzeba było ustawić posterunki c.k. żandarmerii chroniące bezpieczeństwo inwestycji. Ostatecznie właściciele gruntów, na których ustawiono stojaki, zdecydowali się wziąć odszkodowania i w roku 1908 kolejka liniowa została oddana do użytku. Większość potwierdzeń poboru odszkodowań sygnował swoim podpisem ówczesny wójt gminy Marcin Łabuzek – miejscowa ludność po prostu była analfabetami. 

     Wraz z pojawieniem się w Miękini nowego właściciela firmy Steinwerke Herman Kulka in Toppau do Miękini przybył młody, 24 letni Rudolf Tegel – nietuzinkowa postać, która nadal, po ponad 100 latach, jest ciepło wspominana przez mieszkańców. Jako pracownik kamieniołomu pojawia się w roku 1907 r., obejmując kierownicze stanowisko. Jego postać wywrze niebagatelny wpływ na mieszkańców, lokalne instytucje  i organizacje w okresie międzywojennym – dlatego szczególną uwagę poświęcimy tej postać w artykule o „Steinbrueche der Galizischen Staedte GMBH (1939-1945).”. 

     Po zakończeniu I wojny światowej i zmianie geopolitycznej w Polsce w 1918 roku czesko-niemiecka spółka najpewniej nie była w stanie sprawnie funkcjonować – jej rozliczne kamieniołomy znalazły się na terenie nowopowstałych państw. Jedynym rozwiązaniem mogło być tylko odsprzedanie kopalń nowym właścicielom i zrezygnowanie z udziału w polskim  rynku wyrobów kamieniarskich. Firma sprzedała więc swoje kamieniołomy w Galicji, w tym największy kamieniołom w Miękini,   spółce miast: Krakowa, Lwowa i Tarnowa, która funkcjonowała pod nazwą Kamieniołomy Miast Galicyjskich w Krakowie, a w 1922 roku zmieniła ją na Kamieniołomy Miast Małopolskich w Krakowie.

Nieprzejrzane do dziś archiwa dotyczące Kamieniołomów H. Kulka i Spółka Towarzystwo z ograniczoną poręką w Opawie znajdują się w Archiwum Państwowym w Krakowie. Niestety, ze względu na sytuację pandemiczną w  roku 2020 oraz przeprowadzkę Archiwum do nowej siedziby, dostęp do tych archiwaliów jest w tym momencie niemożliwy  (wg stanowiska Archiwum Państwowego wgląd do tych archiwaliów będzie możliwy dopiero w drugiej połowie 2021 r.)

Kamieniołomy Miast Małopolskich

     W 1918 r. zakończył się Wielka Wojna. Nowo powstałe państwo polskie stanęło przed szeregiem trudności, także olbrzymich kłopotów natury gospodarczej. Z równie poważnymi problemami borykały się samorządy, które w początkowych miesiącach istnienia młodego państwa nie mogły liczyć na jego pomoc. Istniejące w Galicji przedwojenne przedsiębiorstwa austriackie tuż po wojnie zaczęły gwałtownie wycofywać stąd swój kapitał, obawiając się jego utraty lub chcąc ratować jego resztki ocalałe z wojny. Podstawowym problemem samorządu krakowskiego w 1918 r. była aprowizacja, zapobieżenie epidemii i zapewnienie bezpieczeństwa. Dbając o finanse miasta oraz o zapewnienie dostaw węgla i materiałów budowlanych, gmina krakowska wraz z gminą Lwowa i bankami galicyjskimi utworzyła w roku 1918 spółkę akcyjną Jaworznickie Komunalne Kopalnie Węgla. Drugą, podobną, spółką tych gmin utworzoną zaraz po wojnie były Kamieniołomy Miast Galicyjskich. Rozkład udziałów w tej drugiej Ilustrowany skorowidz Krakowa dla pielgrzymek rozkładał się: gmina Krakowa -5, gmina Lwowa – 4 i gmina Tarnowa – 1.

 

     W latach dwudziestych XX wieku przedsiębiorstwo zmieniło nazwę na Kamieniołomy Miasta Małopolskich Spółka z Ograniczoną Odpowiedzialnością w Krakowie. Dyrektorem firmy został Edmund Hardt – powiązany także prywatnie z Miękinią. Kamieniołom w Miękini zyskał nową nazwę: „Łomy porfirowe Miękinia”. Kierownikiem kamieniołomu w Miękini został Rudolf Tegel, który po zakończeniu I wojny światowej i zmianie właściciela kamieniołomu zdecydował się tu pozostać. Nowa spółka, podobnie jak inne firmy zaraz po wojnie , musiała borykać się z brakiem jednolitości gospodarczej kraju, niesprawnym transportem kolejowym i brakiem sił roboczych.10

    W 1918 roku Kamieniołomy Miast Galicyjskich nabyły kamieniołomy należące do Steinwerke H. Kulka in Toppau: w Miękini, Libiążu i Chrzanowie. W 1924 roku spółka zakupiła też 65% akcji stojącego przed koniecznością likwidacji Towarzystwa Eksploatacji Kamieniołomów S.A. wraz z należącym do niego łomami bazaltowymi na Wołyniu w dorzeczu rzeki Horyń. Ze względu na trudności transportowe do eksploatacji nadawały się tylko tereny położone we wsi Beresławiec.

      W beresławickiej kopalni słupy bazaltu dobywano ręcznie i ręcznie je rozdrabniano. Rozdzielony materiał wydostawano za pomocą mechanicznych wyciągów do miejsc obróbki kostki przerabiania na tłuczeń. W kopalni w Beresławcu spółka produkowała kostkę, tłuczeń, gruz, kostkę brukową. Materiał transportowany był kolejką wąskotorową do odległej o 14 km stacji Lubomirsk. Wszystko to znacznie podwyższało koszty produkcji. Ratując podupadające przedsiębiorstwo, usprawniając wydobycie oraz produkcję wyrobów bazaltowych spółka korzystała z wiedzy i umiejętności kamieniarzy z Miękini – na sezonowe prace wyjeżdżali do Beresławca robotnicy z kamieniołomu z Miękini, na dłuższy pobyt przenosili się mistrzowie kamieniarscy, kształcąc miejscowych, wołyńskich, kamieniarzy.

     W 1928 r. spółka rozrosła się jeszcze bardziej wchodząc w dzierżawę góry „Wżar” pod Czorsztynem zawierającej masyw materiału andezytowego. W tym samym roku, 4 grudnia 1928, na Barbórkę, w Miękini hucznie obchodzono 10-lecie istnienia spółki – do dziś zachowała się fotografia z tej firmowej imprezy:

 

     Po nabyciu kamieniołomu w Miękini Kamieniołomy Miast Galicyjskich bazowały na wyposażeniu odkupionym od Steinwerke H. Kulka in Toppau. Czas powojenny nie sprzyjał inwestowaniu. Z powodu utrzymujących się w państwie trudności gospodarczych i niepewności politycznej spółka musiała wykorzystywać to, co pozostało po poprzednim właścicielu, wykonując początkowo tylko niezbędne inwestycje i naprawy – np. w 1923 r. w celu zabezpieczenia zabudowań dokonano regulacji umocnienia brzegów potoku Miękinka. Brzegi rzeczki wyłożono porfirowym kamieniem brukowym. Do dziś można podziwiać jak precyzyjnie i dokładnie wykonano tę pracę. Na funkcjonowanie zakładu miała ogromny wpływ także wojna polsko-bolszewicka (1919-1921) – z powodu braku rąk do pracy oraz zarekwirowania większości pociągów towarowych na rzecz armii zatrudnienie ograniczono do niezbędnego minimum – z pracujących w roku 1914 500 osób pozostawiono 185 pracowników potrzebnych do utrzymania minimalnego wydobycia, remontów, konserwacji i zabezpieczenia obiektów w Miękini i stacji załadowczej na Woli Filipowskiej. Trudną sytuację firmy widać po ilości zakontraktowanego do sprzedaży materiału kamieniarskiego – sprzedaż osiągnęła poziom niższy, niż podczas eksploatacji łomu przez Józefa Noworytkę. Wraz ze stabilizowaniem się sytuacji politycznej kraju, polepszał się też powoli poziom wydobycia i wzrastała liczba zatrudnionych pracowników:
1920 r. – 53 800 ton;
1921 r.- 119 000 ton;
1925 r. – 187 700 ton;
1928 r. – 307 642 tony, 1380 pracowników.

     W czasie względnej stabilizacji gospodarczej z drugiej połowy lat 20 XX wieku Łomy porfiru w Miękini rozpoczęły powiększanie obszaru kamieniołomu wykupując od miejscowej ludności tereny przylegające do zakładu. Widocznym znakiem polepszania się kondycji finansowej kopalni była działalność filantropijna – przeznaczono fundusze na pomoc dla powstałej w 1927 roku Ochotniczej Straży Pożarnej w Miękini, finansowano Robotniczy Klub Sportowy oraz Bibliotekę w Miękini. Łomy Porfiru Miękinia stały się także szczególnym opiekunem finansowym miejscowej szkoły. Sami robotnicy zaś we własnym zakresie rozpoczęli zbiórkę pieniędzy na budowę kaplicy św. Barbary w kościele w Nowej Górze.

     Był to tzw. „Fundusz św. Barbary”. W sumie robotnikom kamieniołomu udało się zebrać 6127 zł – ale ze względu na fatalny stan kościoła parafialnego w Nowej Górze cały zebrany fundusz przekazano na remont kościoła, rezygnując z budowy kaplicy. Do funduszu dodano także materiał budowlany potrzebny do wyremontowania świątyni. Czy zebrana kwota była duża? Po stabilizacji kursu pieniądza i wprowadzeniu jednolitej waluty w 1925 r. – złotego polskiego, miesięczny zarobek robotnika wykwalifikowanego wynosił 120 zł. Przekazano więc w przybliżeniu na remont kościoła roczną pensję czterech pracowników. Dwa lata później ufundowano do miejscowego kościoła w niezwykły w kompozycji obraz św. Barbary – w tle, za świętą, widoczne jest wyrobisko kamieniołomu w Miękini.
Robotnicy kamieniołomu dość dobrze musieli się orientować politycznie i śledzić bieżące wydarzenia polityczne – tuż po Wielkiej Wojnie narodziła się idea symbolicznego grobu upamiętniającego niezidentyfikowanych żołnierzy poległych za ojczyznę. Pierwsze takie Groby Nieznanego Żołnierza powstały 11 XI 1920 r we Francji (pod Łukiem Triumfalnym) oraz w Wielkiej Brytanii (w Opactwie Westminsterskim). Także w Polsce gorączkowo dyskutowano nad takim pomysłem, ale z samego początku nie znalazło się wielu jego entuzjastów. W końcu, w roku 1925 postanowiono taki symboliczny grób wznieść w Warszawie. Miał być to jedyny taki grób w Polsce. Robotnicy kamieniołomu w Miękini nie przyjęli raczej do wiadomości słowa „jedyny” – we wrześniu 1925 r. Zarządca Kamieniołomu Rudolf Tegel przekazał pamiątkowy kamień porfirowy na Grób Nieznanego Żołnierza – w nocy, poprzedzającej 11 XI robotnicy miękińscy i byli legioniści ustawili go na Plantach w Krzeszowicach. Wywołało to lokalny skandal. W bardzo ostrych słowach zareagował na tą inicjatywę hrabia Andrzej Potocki. W „Księdze Uchwał Rady miejskiej gminy miasta Krzeszowice” zachował się protokół z opisem zdarzenia. Warto przytoczyć go w całości: „Przystępując do obrad w sprawie Kamienia złożonego na plantach ku czci „Nieznanego Żołnierza” złożonego przez nieznanego ofiarodawcę, Burmistrz (Franciszek Kulczycki) dziękując Temuż imieniem całej Rady miejskiej celem uczczenia pamięci Nieznanego Bohatera i zamanifestowania solidarności z nieznanym ofiarodawcą-powstała z miejsc. Następnie Burmistrz zdaje sprawozdanie z przebiegu uroczystości i rozmowy z Andrzejem Potockim, które odczytuje: w dniu 8 września 1925r. nieznany sprawca ufundował kamień pamiątkowy z napisem „Nieznanemu Żołnierzowi”. Skoro wieść o tym fakcie rozeszła się po mieście-odruchowo zelektryzowała mieszkańców-zgromadziła się wokół Kamienia, samorzutnie liczna publiczność, wyruszyła dziatwa szkolna z gronem nauczycielskim, liczni kuracjusze i miejscowa straż pożarna – która pełniła cały dzień straż honorową. Po przemówieniu Prezesa „Sokoła” Włodzimierza Rybackiego, który w końcowym przemówieniu oddał gminie opiekę nad tym kamiennym pomnikiem – głos zabrał Burmistrz Kulczycki, który dziękując nieznanemu ofiarodawcy wziął imieniem gminy w opiekę ten pomnik. Młodzież szkolna odśpiewała „Rotę” Konopnickiej i kilka patriotycznych pieśni, a orkiestra z Nawojowej Góry odegrała hymn państwowy. Złożono na pomniku liczne kwiaty i wieńce. Tymczasem stała się rzecz niesłychana- nazajutrz w dniu 9 września rano Andrzej Potocki poprosił przez woźnego Administracji do biura pełnomocnika swych dóbr, Burmistrza Kulczyckiego, a gdy tenże z zastępcą p. Rybackim stawił się w Administracji, wówczas Andrzej Potocki w obecności pełnomocnika zapytał się, jak ma zachować się wobec faktu Kamienia pamiątkowego na plantach, będących jego własnością.

Gdy Burmistrz oświadczył, że w tym przypadku trudno jest rady udzielić – Andrzej Potocki podniesionym głosem zaczął wymyślać, że ludność Krzeszowic jest bolszewicka, że gmina jest chamska, że gdyby mógł to by całe Krzeszowice wytruł, a miałby spokój – a założony zaś kamień wysadzi dynamitem w powietrze. Andrzej Potocki ubrany był w mundur oficera Wojska Polskiego”.

     Sprawę rozwiązano w końcu polubownie, 17 października 1925 r. – na posiedzeniu Rady miejskiej w obecności Starosty Powiatu „Pan Hrabia Andrzej Potocki w odpowiedzi na przemówienie p. Starosty i nakłanianie do zgody rozumie jakie łączą go interesy z gminą i pragnie dojść do porozumienia i cofa słowa, które swego czasu wyrzekł w uniesieniu i przeprasza tych panów, którzy przedtem byli obrażeni”. Kamień do dziś stoi pozostał na krzeszowickich Plantach i warto pamiętać, skąd pochodzi kto był jego ofiarodawcą.

     W 1929 roku firma eksploatowała łom na zachodnim zboczy rzeki Miękinka. Było to półkole o średnicy około 350 metrów. Wysokość wyrobiska sięgała 40 metrów. Ściana wyrobiska ze względów eksploatacyjnych podzielona była na dwa tarasy. Urobek transportowano spuszczadłami mechanicznymi i wiszącą kolejką do miejsca obróbki materiałów brukowych i do łamaczy, które przerabiały go na tłuczeń. Łamacze zamontowane były w budynku stojącym u stóp wyrobiska. Moc przeróbcza jednego łamacza wynosiła 20m3 na godzinę.

Budynek łamaczy połączony był kolejką wiszącą z odległą o 3,7 km ładownią. Ładownia znajdowała się na Woli Filipowskiej, przy głównym torze kolejowym Kraków-Trzebinia. Ładownię stanowiły drewniane spichrze o łącznej pojemności 1500 ton. Składowano w niej kamień łamany i tłuczeń. Z ładowni materiał kamieniarski przesypywany był wprost do podjeżdżających wagonów kolejowych. Mechanizacja produkcji sprawiła, że moc produkcyjna zakładu wynosiła w 1929 r. 125 ton na godzinę – 1000 ton na ośmiogodzinny dzień pracy. Spółka w wydanym biuletynie informacyjnym chwaliła się, że:
„ wszystkie mechaniczne urządzenia sprawiają, że od chwili wyłamania do załadowania na podjeżdżające wózki pod same przodki skały aż do załadowania wagonu, materiał w postaci kamienia łamanego lub tłucznia, ani razu nie jest już dotykany ręką ludzką”.11

    Pełne wykorzystanie urządzeń nastąpiło dopiero w roku 1928, kiedy kopalnia zaczęła pracować częściowo na dwie zmiany, w ciągu 282 dni roboczych w roku produkując 317 642 tony. W tym czasie w kamieniołomie zatrudnionych było 1380 pracowników. W miękińskim kamieniołomie produkowano wówczas kostki, półkostki, pieńki (typu wiedeńskiego, szwedzkiego i pruskiego), drobny bruk, mozaikę chodnikową, dziki bruk, tłuczeń, grysy, kamień łamany drobny i gruby. Na specjalne zamówienie produkowano pięciokąty i trójkąty brukowe. Szczególnym wynalazkiem pochodzącym z Miękini jest kostka sześciokątna – tzw. trylinka. Zdobyła ona szczególną popularność w Polsce. Jej konstrukcja jest na tyle wytrzymała, iż jest w stanie przetrwać kilka pokoleń. Jej pomysłodawcą i właścicielem patentu był inż. Władysław Tryliński. Wynalazek powstał, gdy inż. Tryliński był pracownikiem kamieniołomu w Miękini.

     Inżynier Władysław Tryliński zaproponował, aby z bezużytecznych odprysków kamieni stworzyć formę, którą dałoby się utwardzić w odlew z dodatkiem cementu. Odlew miał mieć regularny i foremny kształt, umożliwiający łatwe układanie. Do formy wylewano warstwę betonu, którą następnie utwardzano warstwą kamieni, uzyskując solidny materiał. Oryginalna trylinka miała charakterystyczny czerwonawy kolor, wynikający z użytego surowca. Beton utwardzano bowiem resztkami czerwonego porfiru. Ciekawostką i szalenie istotnym faktem jest to, iż kolor trylinki zależał od miejsca jej wyprodukowania. W różnych regionach Polski używano innych surowców do wypełnienia cementu, stąd np. na Pomorzu kolor był szary, a na Kresach czarny. Była to też jedna z wielu zalet trylinki, iż można było ją wyprodukować z każdego rodzaju kamienia, jaki akurat był pod ręką.

Trwała i ładna trylinka pokrywała setki kilometrów dróg i ulic w II Rzeczypospolitej. O popularności tego typu nawierzchni świadczy fakt, że w okresie od 1933 do 1938 roku wyprodukowano około 10 milionów sztuk trylinki, którymi można by pokryć milion metrów kwadratowych powierzchni12 Wniosek o opatentowanie pomysłu został złożony w grudniu 1932 roku, jednak wpis udało się uzyskać prawie rok później – 15 września 1933 roku. Wg oryginalnego opisu patentowego, pojedyncza płyta trylinkowa miała kształt sześciokąta foremnego o długości boku 20 cm i wysokości 15 cm oraz masę w przedziale 35-37 kilogramów. Zastrzeżono także pewne odstępstwa, jak m.in. zmniejszenia wymiarów oraz wagi. Określono również jej konstrukcję, która zakładała wzmacnianie betonu warstwą kamiennego tłucznia, układanego na górnej części płyty. Później, po wygaśnięciu patentu, wymiary uległy niewielkim zmianom, tak że dzisiejsza płyta trylinkowa ma przeważnie wysokość 12 cm i wagę 28 kg. Już w początkowym okresie istnienia trylinki wyprodukowano jej ponad 10 milionów sztuk, co pokazuje skalę sukcesu, jaki odniósł ten wynalazek.

     Dzisiaj sześciokątny kształt zna niemal każdy. Trylinka zyskała wielką popularność, ponieważ pozwalała na niemal dowolną aranżację, a wielkość pojedynczej płyty umożliwiała szybkie układanie. Jak na ówczesne standardy (mówimy o połowie lat 30.), trylinka odznaczała się też wysoką trwałością. Betonowy odlew wzmacniany był kamiennym kruszywem od wierzchniej strony, co zwiększało wytrzymałość od strony nacisku kół pojazdów. Sześciokątny kształt z kolei sprawiał, że w odróżnieniu np. od płyty czworokątnej, trylinka pozbawiona była długich i prostych spoin, wzmacniając płytę przed pękaniem. Ponadto, proces produkcji był stosunkowo prosty i szybki, zatem wytworzenie większej ilości trylinki nie stanowiło żadnego kłopotu. Patent na „Jezdnię drogową i chodniki z płyt betonowych sześciokątnych” Władysław Tryliński uzyskał 24 kwietnia 1933. Z obserwacji praktycznych wynikało, że płyty kwadratowe z biegiem użytkowania, w wyniku działających na nie sił, często „traciły” rogi, co i tak w efekcie, prędzej czy później nadawało im kształt mniej lub bardziej zbliżony do sześciokąta. Jednocześnie w nawierzchni powstawały koleiny wzdłuż prostych, podłużnych spoin.

Zjawisko to nie ma miejsca w przypadku nawierzchni z trylinki, gdyż nie występują na niej proste spoiny. Popularność oraz powszechne zastosowanie na drogach zawdzięczała kostka „trylinka” niskim kosztom i prostocie produkcji, a także łatwości układania oraz trwałości powstałej nawierzchni. Koszt bezpośrednio związany był z dostępnością materiałów do jej produkcji. Polski przemysł cementowy był dobrze rozbudowany, kostki można było więc produkować wszędzie, układając na wierzchu lokalnie dostępny surowiec skalny czy nawet odpowiednio wysortowane kamienie rzeczne lub zbierane z pól.

 Zastosowanie lokalnych materiałów ograniczyło więc konieczność ich transportu na duże odległość, a co za tym idzie znacznie obniżało koszty produkcji. Stosowanie lokalnych surowców przekładało się z kolei na różnorodność kolorystyczną nawierzchni, gdyż stosowano np. żwir pochodzenia lodowcowego na Pomorzu, czarny bazalt w okolicach Janowej Doliny czy czerwony porfir w okolicach Krakowa. Sama produkcja i układanie płyt nie wymagało skomplikowanych narzędzi ani ciężkiego sprzętu. Przy ich wyrobie i układaniu można było zatrudniać robotników niewykwalifikowanych. Płyty miały również tę zaletę, że można było budować z nich nawierzchnie nie wyłączając drogi z użytkowania. Nawierzchnię układano po jednej stronie, drugą pozostawiając dla ruchu. 

     Nowo ułożona nawierzchnia nadawała się do jazdy niemal od razu. Przy dobrej organizacji robót można było ułożyć 1 km drogi w 6 dni. Remont nawierzchni czy roboty pod drogą również nie stanowiły żadnego problemu. W łatwy i szybki sposób można było wymienić uszkodzone elementy lub zdemontować określony odcinek drogi, by przeprowadzić pod nim niezbędne prace, a następnie ułożyć go z powrotem, wykorzystując te same zdemontowane wcześniej płyty trylinkowe. Stosowano więc trylinkę dość powszechnie, wykładano nią nie tylko drogi, ale i ulice, chodniki, place, jak również umacniano nimi skarpy i nasypy. Pierwszą próbną nawierzchnię tego typu ułożono w 1933 roku w Nowym Dworze na odcinku 290 metrów. Do 1938 roku wykonano w ten sposób 1 mln m² dróg oraz ulic i placów w 20 miastach Polski. Od samego początku stale wprowadzano ulepszenia w produkcji oraz organizację robót. W 1938 roku płyty zaczęto wykonywać na stołach wibracyjnych, co jeszcze zwiększyło wydajność produkcji i obniżyło koszty. Pod koniec lat trzydziestych zaczęto również powszechnie produkować płyty z samego betonu jako podłoże do nawierzchni asfaltowych. Płyty sześciokątne do budowy dróg okazały się rozwiązaniem tak dobrym, że stanowiły konkurencję dla bruków tradycyjnych, a pod względem łatwości wykonania oraz kosztów produkcji okazały się od nich dużo tańsze. Nawierzchnie tego typu można gdzieniegdzie spotkać do dzisiaj, chociaż odcinki wykonane według oryginalnych opisów patentowych inżyniera Trylińskiego stanowią niezwykłą rzadkość.

     W 1929 inż. Władysław Tryliński razem ze Stefanem Bryłą wsławił się konstrukcją pierwszego w Europie spawanego mostu, który powstał niedaleko Łowicza w Maurzycach nad rzeką Słudwią. Inżynier Władysław Tryliński jest również wynalazcą żelbetowych podkładów kolejowych. Stosowanych do czasów współczesnych, obecnie głównie na torach kolei wąskotorowych, na szlakach normalnotorowych zastąpiły je podkłady wykonane ze strunobetonu, wynalezionego w latach pięćdziesiątych XX wieku. Inżynier Władysław Tryliński należał do wąskiego grona genialnych polskich wynalazców. Swoją wiedzę oraz potencjał intelektualny przekazał dzieciom: Władysławowi (założyciel i wykładowca Wydziału Mechaniki Precyzyjnej Politechniki Warszawskiej), Beacie (inżynier architekt, zasłużona dla konserwacji warszawskich kościołów i zabytkowych budowli). Twórca trylinki zmarł 6 lutego 1956 roku, a jego grób możemy odnaleźć na cmentarzu powązkowskim13.

     Powolny rozwój Łomów porfiru w Miękini uciął nagle w roku 30 wielki kryzys gospodarczy, który ogarnął gospodarkę światową rok wcześniej. Polska borykająca się w latach 20 XX wieku z ciągłymi problemami finansowymi, w czasach wielkiego kryzysu (w Polsce: 1929-1935) doświadczyła zapaści gospodarczej. Zbankrutowało 25% firm, produkt krajowy spadł o połowę. Do 1932 roku spadek produkcji sięgnął 40%. Nastąpił lawinowy spadek popytu oraz produkcji, rozpętało się niekontrolowane bezrobocie. Nawet ci, którzy znajdowali pracę nie mogli liczyć na stabilne zarobki, a tym bardziej na godne warunki pracy. Zarobki Polaków, szczególnie na wsi spadły nawet o 96%. Najgorsza sytuacja miała miejsce na wsi – brakowało wszystkich, nawet najpotrzebniejszych produktów. Rzadkością była biała sól, cukier stał się dobrem luksusowym. Mięso pojawiało się na stole od wielkiego święta (średnio – Polacy spożywali wówczas 10 kg mięsa rocznie). Zapałki stały się na wsi czymś niezwykłym. Zubożali Polacy nie mogli pozwolić sobie tym bardziej na zakup odzieży – buty na wsiach stały się równie wielką rzadkością. Równie wielkie problemy dotyczyły zakupu opału. Chłopi przeznaczali na handel więcej żywności, żeby zrównoważyć stratę, jaką ponosili w związku ze spadkiem cen artykułów rolnych. Zwiększona podaż jeszcze bardziej obniżała ceny, które w 1935 r. stanowiły 1/3 cen z roku 1929. Mimo dużej produkcji rolnej chłopom brakowało jedzenia, ponieważ większość żywności, którą produkowali, przeznaczali na handel. Uzyskane w ten sposób pieniądze wydawali na podatki, spłaty długów i zakup skromnej ilości artykułów przemysłowych. Podczas kryzysu nastąpiło tzw. rozwarcie nożyc cen: ceny artykułów przemysłowych rosły, a ceny artykułów rolnych spadały. Przykładowo, podczas gdy w latach 1927–1928 za 1 kg cukru chłop musiał zapłacić równowartość 3,6 kg wyprodukowanego przez siebie żyta, to w latach 1934–1935 była to równowartość 9,5 kg żyta. Kryzys spowodował cywilizacyjne cofnięcie się polskiej wsi, której mieszkańcy ograniczyli spożycie lub w ogóle przestali używać produktów przemysłowych, nawet takich jak nafta czy zapałki. Państwo wprowadziło program walki z kryzysem w 1932 r. Zakładał on oddłużanie wsi poprzez zmniejszenie spłat długów (za pomocą obniżenia oprocentowania lub przedłużenia terminu spłaty), interwencyjny skup zboża przez państwo, walkę z bezrobociem poprzez wprowadzenie robót publicznych, obniżkę cen produktów skartelizowanych poprzez ustawowe zwiększenie państwowej kontroli nad organizacjami kartelowymi. Działania te zostały podjęte później niż w innych krajach europejskich, ze względu na małe możliwości państwa. Miały niewielki zasięg i nie odniosły istotnego skutku. Poprawę warunków w kraju przyniósł dopiero wzrost światowej koniunktury w 1936 r. oraz wielka inwestycja państwa w Centralny Okręg Przemysłowy, którego budowa pobudzała do życia inne gałęzie przemysłu.

     Wielki kryzys gospodarczy był też bardzo wyraźny w Kamieniołomach Miast Małopolskich. Począwszy od 1930 roku narastał kryzys finansowy. Kurczył się rynek zbytu na wyroby firmy, dochody zaczęły gwałtownie spadać, zapasów produkcyjnych przybywało. Istniejące jeszcze do dziś składowisko klińca od strony południowej – tzw. Madera , to m.in. zapasy z lat kryzysu gospodarczego, których Kamieniołom nie mógł sprzedać z powodu braku zapotrzebowania. Próbowano rozwiązać problem doraźnie – zrezygnowano z dwuzmianowego systemu pracy, wprowadzona pracę okresową. Pojawiły się zaległości w wypłacaniu wynagrodzeń pracownikom kamieniołomu. W końcu drastycznie zredukowano liczbę pracowników. Jak trudna była sytuacja gospodarcza w latach 30 można domyślić się czytając Kronikę Szkolną szkoły podstawowej w Miękini. Notorycznie pojawiają się w niej zapiski o złej sytuacji gospodarczej, biedzie wśród rodzin dzieci, konieczności posyłania dzieci do pracy. Kronika przekazuje też wiadomości o kierowniku „Łomów porfiru w Miękini”, Rudolfie Teglu, który rokrocznie starał się pomagać szkole. Najczęściej Zarząd Kamieniołomu przekazywał szkole opał, ale pomagał też w inny, doraźny sposób. W kontekście tak wielkiej biedy, nie dziwią zachowane do tej pory na Miękini opowieści o kierowniku Teglu, który miał zwyczaj częstowania dzieci słodyczami.
Na początku roku 1936 sytuacja w przemyśle była tak dramatyczna, że pojawiły się powszechne nawoływania do strajku. Najgorętsza sytuacja w Małopolsce miała miejsce w Krakowie. Na początku marca 1936 r. rozpoczął się strajk okupacyjny w Polsko-Szwajcarskiej Fabryce Czekolady Suchard. Kilkanaście dni później do protestu przyłączyli się robotnicy z Polskich Zakładów Gumowych Semperit. To właśnie w tej fabryce doszło do policyjnej pacyfikacji. Strajkujący zostali usunięci z fabryki. Część z nich aresztowano. Niektórych pobito. Wieść o stłumieniu strajku rozniosła się po całym Krakowie i okolicach. Atmosferę podburzali związkowcy oraz partie polityczne: Polska Partia Socjalistyczna i Komunistyczna Partia Polski. Wezwały one do strajku powszechnego. 23 marca 1936 w ogrodach Związku Zawodowego Kolejarzy zebrał się kilkunastotysięczny tłum, który przemieścił się w stronę Rynku Głównego. Doszło do starć z policją. W wyniku walk zginęło 8 robotników, a 20 zostało rannych.

     W takiej atmosferze także w kamieniołomie miękińskim wybuchł strajk robotników spowodowany niewypłacaniem wynagrodzeń (12 okresowych wypłat). Załoga pomaszerowała do Krakowa by manifestować pod siedzibą spółki na ulicy Mikołajskiej. Sytuację rozwiązano polubownie – obiecano, że zaległe wypłaty zostaną robotnikom wypłacone w ratach.
Mimo trudnych lat wielkiego kryzysu gospodarczego zakład pełnił rolę ośrodka życia społecznego wsi. W 1928 roku został zorganizowany przy Kamieniołomie Robotniczy Klub Sportowy. Klub zrzeszał wiejską młodzież. Trenerem został Walerian Lorenc z Krzeszowic. Młodzież trenowała na pełnowymiarowym boisku wykonanym na Maderze. Za kantyną usytuowana była kręgielnia a powyżej dzisiejszego transformatora – kort tenisowy14. Przy Kamieniołomie powstała także w tym czasie zakładowa orkiestra, która działa nieprzerwanie do wybuchu II wojny światowej.

Przy finansowym wsparciu „Łomów porfiru w Miękini” w 1927 roku utworzono Ochotniczą Straż Pożarną. W latach przedwojennych na terenie zakładu działały również: Związek Strzelecki, Związek Rezerwistów, Związek Samarytanek. Każdą z tych organizacji wspierał, czasami aktywnie biorąc w niej udział zarządca kamieniołomu – Rudolf Tegel. Dość aktywnie działał lokalny oddział Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast”. Sytuacja w Łamach porfiru w Miękini zaczęła powoli zmieniać się na lepsze po roku 1936. Był to efekt powolnego wychodzenia z kryzysu ogólnoświatowego oraz zamówień jakie państwo poczyniło przystępując do budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego.

Powoli rosło zatrudnienie, osiągając w roku 1938 poziom 1314 pracowników. Wydobycie sięgnęło 261 720 ton. Wśród zatrudnionych w kamieniołomie większość stanowili mieszkańcy Miękini oraz okolicznych miejscowości. Zatrudniano także kobiety – głównie przy pracach w przyzakładowym gospodarstwie rolno-ogrodniczym oraz przy pracach pomocniczych. Powoli odradzał się na terenie zakładu handel, głównie artykułami spożywczymi. Zatrudniono także pracownice dokonujące zakupów dla pracowników z dostawą na stanowisko pracy. Powstawały małe sklepiki, karczmy i masarnie.

Do dziś z funkcjonowania kamieniołomu zachowało się kilka budynków i budowli:

  • Podłużny budynek przy placu koło kamieniołomu – obecnie jest własnością AGH, znajduje się w nim sołtysówka i prywatne mieszkania. W części zagospodarowany jest przez AGH. Został wybudowany w okresie międzywojnia – mieściła się w nim kancelaria kamieniołomu, magazyn i kuźnia.

     Na zachowanej fotografii z lat 30 XX wieku widzimy ogólny widok na kamieniołom. Wspomniany budynek znajduje się nad zejściem do wyrobiska po prawej stronie. W tle, za budynkiem, widoczne są, wyburzone już dziś, garaże. Kształt wyrobiska znacznie odbiega od tego, jak wygląda dziś jego pozostałość. Wyraźne są także początki, dość dużego dziś, stawu. Nie ma jeszcze też charakterystycznego budynku nad stawem – kompresorowni. Posuwając się od budynku kancelarii w lewo widzimy most – dziś jest nieużywany i zaczyna gwałtownie porastać dziką roślinnością. Pod nim z wyrobiska był transportowany urobek na wschodnią stronę kamieniołomu – do zakładu przeróbczego. Część procesu transportowego widać na zachowanym
kilkuminutowym filmie z 1935 roku, nakręconym z okazji ufundowania i poświęcenia przez Zarząd kamieniołomu i robotników dzwonów do kościoła w Nowej Górze15.

  • Kamienne schody, znajdujące się tuż za przystankiem przy AGH, przy nieistniejącej dziś kantynie. Dziś w części zrujnowane, w części zerodowane przez przyrodę. Kiedyś było to zejście do zakładu przeróbczego. Schody przecinały pionowo nasypy hałd kamienia z ziemią – odpadków robót odkrywkowych i kamiennych przy produkcji wyrobów kamieniarskich jeszcze z okresu Steinwerke H. Kulka i Sp.
    Do dziś z funkcjonowania kamieniołomu zachowało się kilka budynków i budowli:
  • Podstawa betonowa ciągnicy linowej służącej do transportu ziemi i odpadów kamiennych na hałdę w kierunku potoku – jest to masywna budowla obok lodowni.
  • Wyregulowane i obmurowane brzegi rzeki Miękinki – prace z okresu dwudziestolecia międzywojennego łatwo można odróżnić od późniejszych – mur zabezpieczający zbudowany jest miękińskiego porfiru i ciągnie się od mostu po wschodniej stronnie kamieniołomu przez długość zakładu przeróbczego z lat 1906-1945. Tuż przy moście istniał przed II wojną światową staw rybny z wysepką pośrodku – dziś nie ma po nim śladu i zmiana ukształtowania terenu nawet nie pozwala sobie go wyobrazić. W opowieściach mieszkańców pojawiają się migawki wspomnień – po stawie tym lubił pływać łódką Rudolf Tegel. Często widywano zarządcę kamieniołomu z proboszczem Nowej Góry relaksujących się w ten sposób.
  • Most, nad ukrytą dziś w lesie drogą prowadzącą w kierunku Krzeszowic, kiedyś dobiegająca do Nowej Góry. Zachowały się też miejscami pozostałości porfirowej nawierzchni tej drogi.

Wybuch II wojny światowej rozpoczął nowy, równie trudny co dramatyczny okres historii kamieniołomu w Miękini. Likwidacji ulegają Kamieniołomy Miast Małopolskich a w ich miejsce powstają kontrolowane przez III Rzeszę Steinbrueche der Galizischen Staedte GMBH (1939-1945).


Nie przejrzane do dziś archiwa dotyczące Kamieniołomów Miast Małopolskich znajdują się w Archiwum Państwowym w Krakowie. Niestety, ze względu na sytuację pandemiczną w roku 2020 oraz przeprowadzkę Archiwum do nowej siedziby, dostęp do tych archiwaliów jest w tym momencie niemożliwy (wg stanowiska Archiwum Państwowego wgląd do tych archiwaliów będzie możliwy dopiero w drugiej połowie 2021 r.)

10. https://polona.pl/search/ filters=keyword:%22Towarzystwo_Eksploatacji_Kamienio
%C5%82om%C3%B3w_(Krak%C3%B3w)%22,public:1,hasTextContent:0
11. tamże 
12. Jacek Rajchel – Trylinka. Zabytek techniki drogowej. „Nowy Kamieniarz”, 2010. SKIVAK PRESS s.c.
13. Za: https://letheko.pl/index.php/ludzie/wladyslaw-trylinski
14. Za: https://letheko.pl/index.php/ludzie/wladyslaw-trylinski
15. http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/7924

Steinbrueche der Galizischen Staedte GMBHn (1939-1945)

     Rok przed wybuchem II wojny światowej w miękińskim kamieniołomie było zatrudnionych 1314 pracowników. Zdecydowaną większość z nich stanowili mieszkańcy Miękini i Filipowic. Pracowali tu też mieszkańcy Nowej Góry, Lgoty, Psar, Paczółtowic, Czernej, Myślachowic, Woli Filipowskiej, Tenczynka, Dulowej, Płok, Grojca, Żbika, Gaja, Radwanowic i Trzebini. W 1938 r. poziom wydobycia kamieniołomu  w Miękini sięgnął 261 720 ton rocznie.  

     II Rzeczpospolita skończyła się nagle i tragicznie. Wybuch II wojny światowej przyniósł nowe, gwałtowne zmiany w każdej dziedzinie życia – wymusił też zmiany w funkcjonowaniu Kamieniołomu. Pierwszy oddech nadciągającej wojny dał się odczuć w sierpniu 1939 r. Na podstawie zapisów miejscowego urzędnika możemy odtworzyć nastrój, który zapewne panował także wśród pracowników Kamieniołomu. Pod datą 24 sierpnia, sekretarz zarządu miasta Krzeszowic, Adam Fujarski zanotował:

„Nie tylko koleją, ale już wszystkimi drogami jechało wojsko. Do Krzeszowic nadchodziły transporty […], piechota, artyleria, czołgi i wszystko ciągnęło ulicą Grunwaldzką w stronę Nowej Góry […] już po nadejściu powołań do wojska powstał u mieszkańców nastrój więcej niż poważny, bo i obawy, które jeszcze podnosiła falanga samochodów uwożących ludność z całym dobytkiem od strony Śląska. Ulicą Tadeusza Kościuszki ciągnął jeden nieprzerwany  sznur wszelkiego rodzajów pojazdów zdążających w stronę Krakowa […]”16.

     29 sierpnia ogłoszono powszechną mobilizację, którą zaraz odwołano. Dzień później – ogłoszoną ją powtórnie. W Krzeszowicach została powołana komisja dostaw, której zadaniem było zaopatrzenie magazynów w zboże i paszę dla koni. W sklepach przeprowadzono rekwizycję zapasów owsa, warków, sznurków, artykułów spożywczych. Z każdym dniem wzmagał się chaos podsycany tłumem uciekającej ze Śląska ludności:

„ […] nadszedł historyczny dzień 1 września 1939 r.(piątek). We wczesnych godzinach zamglonego poranku zbudził mieszkańców miasta huk. Okazało się parę chwil później, że to samoloty niemieckie, które nadleciały od Krakowa i niskim lotem nad torami kolejowymi w stronę kopalni „Krystyna”. Gdzie stał pociąg pancerny, odleciały w stronę Trzebini […]. Ruch zrobił się niebywały […]17.

     1 września do Krzeszowic ewakuowały się władze samorządowe z Pszczyny i Rybnika. Miejscowa stacja kolejowa była punktem docelowym transportu polskich wojsk – stąd piechotom wojsko przemieszczało się w kierunku na Nową Górę zdążając na front zachodni. W nocy z 2 na 3 września władze miejskie otrzymały decyzję o ewakuacji, a 3 września do Krzeszowic przybyły uciekające starostwa powiatowego w Chrzanowie. 

niedziela […] w mieście ruch ogromny, a na szosie biegnącej z Katowic do Krakowa […] powódź ludzka. Wyładowane wszelkim możliwym sprzętem wozy konne, stada bydła, wózki dziecięce, a nawet taczki ręczne pchane przez kobiety i mężczyzn wypełniają szosę i tereny poza nią leżące. […] Nakłaniają nas również do przyłączenia się do nich i ucieczki na wschód”18

4 września wieczorem Krzeszowice opustoszały, 6 września miasteczko zajęli Niemcy. 

Taki sam chaos ogarnął Miękinię – część mieszkańców, pakując najpotrzebniejsze i najbardziej wartościowe rzeczy w tobołki, uciekła w kierunku Skały. Inni, szczególnie mężczyźni, zdecydowali się na ucieczkę na wschód. Dotarli aż do Janowa Lubelskiego oraz Biłgoraja. Część rodzin pozostała w Miękini. Na ucieczkę nie zdecydował się też długoletni zarządca Kamieniołomu – Rudolf Tegel. Chaos, strach i ucieczka spowodowała też unieruchomienie Kamieniołomu – w zakładzie zaprzestano pracy 4 września. Uruchomiono go ponownie 9 października 1939 r. W grudniu 1939 r. w Kamieniołomie pracowało 658 osób – o połowę mniej niż przed wybuchem wojny.

     26 października 1939 dla okupowanych przez III Rzeszę terenów  polskich proklamowano tworzenie Generalnego Gubernatorstwa. GG podzielono na cztery, później 5, dystryktów. Miękinia znalazła się w dystrykcie krakowskim. Dystrykty podzielono na powiaty – Kreis. Zlikwidowano polską administrację, pozostawiając tylko polską policję oraz sądy rozpatrujące drobne sprawy karne i spory cywilne między Polakami. Jedynymi jednostkami samorządowymi pozostawionymi na terenie GG były gminy i sołectwa. Dopuszczono działanie straży pożarnej, PCK i Rady Głównej Opiekuńczej. Powiat chrzanowski, na terenie którego leżał Kamieniołom w większości włączono bezpośrednio do III Rzeczy. Granica między GG a III Rzeszą przebiegała przez pobliską Nową Górę. Na granicy stawiono punkty celne. Straż graniczna składała się głównie z Czechów i Ślązaków. 1 lipca 1940r. utworzono Landkomisariat  z siedzibą komisarza w Krzeszowicach, przemianowanych na Kressendofr. Funkcję Landkomisarza pełnił do końca wojny Karl Helpenstell. Pałac Potockich w Krzeszowicach stał się letnią rezydencją – Haus Kressendorf,  generalnego gubernatora Hansa Franka. Z tego też powodu 8 listopada 1940 r. wydano zarządzenie, w którym zakazywano osiedlania się w Krzeszowicach Żydom. 1 kwietnia 1941 cała ludność żydowska została zmuszona do opuszczenia Krzeszowic. Dla Polaków wprowadzono obowiązek pracy, naukę w szkołach zawieszono.

    W nowej okupacyjnej rzeczywistości Kamieniołomy Miast Małopolskich stały się trybikiem nazistowskiej gospodarki. Nazwę firmy zmieniono na Steinbrueche der Galizischen Staedte GMBH. Na stanowisku zarządcy Kamieniołomu w Miękini pozostawiono Rudolfa Tegla. Na taką decyzję wpłynęło zapewne pochodzenie Tegla, jego ogromne doświadczenie zawodowe, wiedza o lokalnych warunkach, oraz doskonała znajomość języka niemieckiego. Po ponownym  uruchomieniu  pracy Kamieniołomu (zawieszenie wydobycia w zakładzie: 4 IX-9 X 1939) ilość zatrudnionych gwałtownie spadła, co było wynikiem w głównej mierze  chaosu migracyjnego ludności cywilnej na początku wojny. Szybko Kamieniołom stał się także miejscem, fikcyjnego często, zatrudnienia dla okolicznych Polaków, którzy musieli wykazać się dokumentem poświadczającym zatrudnienie – Ausweis. Dzięki Rudolfowi Teglowi  Kamieniołom stał się azylem szczególnie dla okolicznej inteligencji (ta, w myśl polityki okupacyjnej była zbędna, jako roboczo nieprzydatna) oraz dla byłych umysłowych pracowników Kamieniołomów Miast Małopolskich w Krakowie i we Lwowie. W grupie pracowników umysłowych Kamieniołomu Rudolf Tegel zdołał w 1939 r. ukryć 25 osób – m.in. Wincentego Danka19, jego brata Adama, Ryszarda Niebulowicza, późniejszego badacza złóż Miękini, Klemensa Sojkę, działaczy Szarych Szeregów-Leopolda Petkę, Stanisława Spyta, rodziny Zinkowów  i  Semkowiczów. Decyzją Rudolfa Tegla stworzono dla nich fikcyjne etaty pracowników umysłowych – w ten sposób starał się on ratować ludzi przed przymusową wywózką na roboty do Niemiec. W miękińskim kamieniołomie znalazło zatrudnienie także wielu mieszkańców Berestowca, Krakowa, Katowic. W lipcu 1940 r. pracowało w Kamieniołomie już 1299 osób.

     Miejscowy historyk pasjonat, Fabina Łagan przekazał informację, że w Kamieniołomie w roku 1940 do podjęcia pracy zostali zobowiązani również Żydzi z Krzeszowic. W zakładzie zatrudniono 246 osób pochodzenia żydowskiego, z czego 78 osób nie podjęło pracy. Wg tych informacji okres zatrudnienia starozakonnych był bardzo krótki i między 15 września a 7 października 1940 r. zostali oni wymeldowani i skierowani do getta w Płaszowie20. Istnieje jednak nagrany w 1980 r. wywiad Ms. Sophie Calpan z Bernardem Feilerem, Żydem urodzonym w 1911 r. w Nowej Górze, w którym opowiada on o obozie pracy przymusowej dla Żydów w kamieniołomie obok Miękini. W wywiadzie wspomina o panujących ciężkich warunkach pracy, zdobywaniu pożywienia, ilości zatrudnionych Żydów21.

United States Holocaust Memorial Museum

Bernard Feiler, urodzony 5 sierpnia 1911 w Nowej Górze, opisuje swoje dzieciństwo i edukację, służbę wojskową w Wojsku Polskim, doświadczanie antysemityzmu przed wojną, sprzedaż produktów z ojcem w Skale i Pilicy, powrót do Nowej Góry, ukrywanie się przez 26 miesięcy u znajomego Polaka, wyjazd z Polski po pogromie kieleckim w 1946 r. 

     Te informacje wymagają jednak weryfikacji. Obecnie nikt z mieszkańców Miękini nie potwierdza tych informacji. Z powodu trudnej sytuacji materialnej miejscowej ludności przez cały okres okupacji w Kamieniołomie zatrudniano też miejscowe osoby małoletnie, 14 -15 letnie.  Jak trudne były to warunki można zobaczyć na prywatnym nagraniu rodziny Hansa Franka – nagrywając radosną wycieczkę wiejską żony generalnego gubernatora kamerzysta uchwycił na taśmie obraz polskiej wsi, przerażone dzieci odwracające się od kamery, biedę wyzierającą z zagród chłopskich22.

  30 września 1941 r. dokonano ogólnej redukcji załogi, głównie wśród pracowników umysłowych. Większość zaś zwolnionych pracowników fizycznych skierowania do innych miejsc.

    W 1940 r. zakład przeróbczy w niejasnych okolicznościach spłonął – nie wiadomo, czy był to przypadek, czy celowe działanie na szkodę okupanta.

Zniszczeniu uległy łamacze, sortownie i elewatory. Po pożarze nowe urządzenia przeróbcze zainstalowano bezpośrednio na wyrobisku, resztę remontowano. Po wschodniej stronie kamieniołomu zachował się do dziś w bardzo dobrym stanie budynek składu materiałów wybuchowych, oddany do użycia w 1943 r. 

 

W okresie okupacji część pracowników Kamieniołomów utrzymywała kontakt z miejscową komendą Armii Krajowej. Nieliczni pracownicy byli członkami AK lub innych organizacji niepodległościowych. Za wiedzą i zgodą Rudola Tegla Józef i Zygmunt Noworyta oraz Władysław Cyran dostarczali z zakładu dla AK materiał wybuchowy. 

Niestety, z lat 1939-1945 zachowało się bardzo mało dokumentacji fotograficznej, część archiwaliów została zniszczona po wyzwoleniu. 

    18 stycznia 1945 r. Armia Czerwona przejęła teren Kamieniołomu. „Wyzwolenie” spowodowało kolejną  krótkotrwałą przerwę w pracy zakładu (nabór nowych pracowników rozpoczęto w lutym 1945 r.) Protokolarnego przekazania i przejęcia Kamieniołomu dokonali przedstawiciel Armii Radzieckiej Korowników oraz pierwszy przewodniczący rady zakładowej Władysław Łagan. Stan zatrudnienia wynosił tylko 305 pracowników. W wyniku rabunkowej gospodarki III Rzeszy oraz zarekwirowaniu przez Sowietów części wyposażenia zakładu, Kamieniołom był zdewastowany. Jak tragicznie został zrujnowany świadczy fakt, że w 1945 r. robotnicy musieli samodzielnie wykonać podkłady do kolejki wąskotorowej wycinając rosnące na terenie zakładu drzewa.

   Rok 1945 spowodował ogromną zmianę. Nadchodziły nowe, drastyczne zmiany. Długoletni dyrektor Kamieniołomu, Rudolf Tegel, wraz ze zmianą władzy, musiał opuścić Miękinię i Kamieniołom.

16. Adam Fujarski, Kronika miasta Krzeszowic 1939-1945
17. tamże
18. Naturski Walerian, Opis ucieczki w 1939 r. i powrotu oraz czasów okupacji na terenie Krzeszowic do czasu interwencji Niemiec na Rosję [w: Ł. Skalny, Krzeszowice 1867-1989]
19. Gabriel Szuster, Wincenty Danek
20. Fabian Łagan, Historia Kamieniołomu w Miękini, cz.3, Magazyn Krzeszowicki nr 68, 1994
21. United States Holocaust Memorial Museum
22. United States Holocaust Memorial Museum


Lata 1945-1970

    Kamieniołom w Miękini 1 stycznia 1945 uzyskał pełną samodzielność jako Miękińskie Kamieniołomy Drogowe. W latach 1950-53 Wchodził w skład Krakowskich Kamieniołomów Drogowych. W 1955 powstała placówka naukowo-badawcza współpracująca z Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie, której zadaniem była modernizacja sposobów wydobycia i pracy w Kamieniołomie. W 1962 r. oddano do użytku nowy zakład przeróbki mechanicznej (kruszarnia wstępna i wtórna, sortownia frakcji kamienia, estakada na skład terenowy wyrobów, przenośnik taśmowy odpadków, estakady przenośnikowe na skład odpadów, silosy, lokomotywownia), w pełni zmechanizowano urabianie złoża oraz wybudowano bocznicę kolejową do Krzeszowic.  W tym czasie Kamieniołom był także ośrodkiem życia społeczno-kulturalnego Miękini. Spełniał też funkcję lokalnego darczyńcy i sponsora – m.in.  współfinansował budowę budynku OSP, rozbudowę szkoły, budowę  wodociągów, lokalnej drogi, finansował działalność świetlicy przyszkolnej. 

    W 1970 r. przedsiębiorstwo weszło w skład Krzeszowickich Kamieniołomów Drogowych jako Zakład Produkcyjny w Miękini. W tym samym czasie dokonano badania złóż dolomitowych w Nowej Górze, melafiru w Miękini, eksploatacji starych hałd nad potokiem Miękinki oraz złoża „Miękinia Wschód”.  Badania te wykazały, że złoża te nie są przydatne do eksploatacji – wskazywano na małą wydajność złóż, wskazując jednocześnie możliwości rozwojowe złoża Zalasiu . W 1975 r. podjęto decyzję o wygaszeniu zakładu i jego likwidacji – 31 grudnia 1975 r. Kamieniołom zakończył pracę. Część pracowników i wyposażenia zakładu przeniesiono do kopalni w Zalasie. Całą resztę przejęła Kopalnia Wapienia  „Czatkowice”. W latach 90 XX wieku rozpoczęła się gwałtowna dewastacja budynków. 

     W ostatnim etapie funkcjonowania Kamieniołomu dyrektorami zakładu byli: Franciszek Twardzik (1945-1956), Józef Pająk (1956-1968) i Józef Bilko (1968-1970).

     Dziś wschodnia część kamieniołomu jest własnością Akademii Górniczo-Hutniczej. W marcu 2019 r. Rada Gminy Krzeszowice podjęła decyzję o wyrażeniu zgody na sprzedaż znacznej części dawnego wyrobiska, o łącznej powierzchni 7,351 ha. Wg deklaracji władz uczelni na obszarze ok. 2,5 ha ma powstać hala laboratoryjna – reszta ma być  „rezerwą terenowa” uczelni. Po drugiej stronie zachodniej części kamieniołomu ma powstać Strefa Aktywności Gospodarczej. Obecnie powstaje budynek administracyjny do obsługi strefy.  Poza SAG i terenem sprzedanym AGH znalazł się staw i zachodnia część tego terenu – w tym momencie bez żadnej kontroli  użytkowana przez kierowców (off road). Wcześniejsze, rozliczne plany zagospodarowania terenu pod rekreację, do tej pory nie zostały zrealizowane.

 

    W Kamieniołomie w tym czasie pracowało bardzo wielu mieszkańców Miękini. Zwracamy się do Państwa z olbrzymią prośbą – opiszcie, nawet bardzo krótko – swoje wspomnienia z czasów zatrudnienia. Jeżeli posiadacie Państwo fotografie z czasów funkcjonowania Kamieniołomu – prosimy, podzielcie się nimi cyfrowo.  Pragniemy, aby Wasze opowieści utkały historię Kamieniołomu z tych lat.

error: Kopiowanie zabronione!